piątek, 10 grudnia 2010

Przygotowana na słodkie rozdroża,
Mgła kroczy za postacią śmiechu.
Przygotowany na neutralne pola,
Chowa się jak przestraszone dziecko.
Za tą jaskrawą smugą wiatru,
Warczy.

środa, 1 grudnia 2010

Tylko płomień toczy się czerwienią tak bolesną jak me myśli o zmroku, jak uczucia podające mi dłoń o poranku. Te które przemywają mi twarz, spoglądają z lustra. Szyderczy wzrok, delikatny mruk. Kto wątpi. One, czy ja to robię.Pytania to podstawa. Oszukuję siebie mówiąc, że kocham, czy wiernie...
Ile jeszcze potrzeba, by mieć pewność. Czy można ją mieć wiecznie?
Tak co dzień siedzę, dumam. Rozmyślam. Cierpię. Lecz może to najważniejsze.
Bo gdy go widzę miłość jedynie w oczach mi staje,
łzy czasem cisną się strumieniami,
lecz tylko w gardle. Nie pozwalam.
Nie dam się.
Nie dałam.
Jedyna obawa to błąd. Choć pewna jestem.
Co to za typ człowieka.
Gdy nie ma cierpienia.
Usycha?
Czy o to chodzi, gdy wzdycha?

poniedziałek, 29 listopada 2010

Cat Power- Ice Water

Coś się zmieniło,
Może to wina krwi...
Nie płynie już po schodach.
Jak zdeterminowany samiec, ucieka.
Tylko o kim teraz mowa.
Moje słowa, jak noże,
Tylko dla czyjego serca.
Duszy jakiej.


Na wiedzę mą rzuć.
Pęk czerwonych róż.
Zaskakujesz mnie,
Gdyż znów..
Masz zimnie ręce.

Twoje dłonie-
-Fala...
Zimna czy gorąca?
Po czym stąpam...

Tak niepewnie jak po kafli złota.
Nie widuję często.
 Ciebie?

Zorza polarne.

Mniej fruwaj.
Chyba bracie.

Więcej kroków ku mnie spełniaj.
Czas ucieka..
Lecz kto pierwszy?
Czy ja?

Meta. 

Na niej nic już nie zostanie.
Tylko starzec...
Cichy- z nim wspomnienia.

Mocium Panie..
Tyś kaleka.

Nie zostaję.
Lecz uciekam..

czwartek, 11 listopada 2010

piątek, 22 października 2010

AS PIK

Atramentowe niebo... już nic nie pachnie tak jak dawniej. Nawet alkoholu słodycz... teraz tylko napełniona goryczą wspomnień, czekam na dzień litości, która ponownie uśmiechnie się do mnie i szyderczo pokiwa palcem. Na przyszłość. Na lepsze jutro. Może skorzystam. 
A jeśli znowu ulegnę pokusie. Czy skończę jeszcze gorzej niż przypuszczalnie skończyłam już teraz? 
Czy ja żyję? Istnieję naprawdę? Mojej duszy już nie ma. Sił na świat też nie. Więc gdzie ja błądzę. W czym tkwię. Co tu robię... Dlaczego marzenia przecinam. Nożem w rdzy. Starym nożem, którym kiedyś podcięłam włóczędze gardło. Tak bardzo dotknął mnie widok marniejącej ludzkości. Tak wielką czułam ulgę. Ulgę pomocy.Po której żołnierskim krokiem maszerował lis. Dążę do upadku. Do upadku dążę. Wszystko zaciska się, zawęża. Zabija. wir. Zamyka się klatka.Im więcej mam lat tym mi ciężej. Tym trudniej. Tym mniej chcę życia a więcej pragnę soczystej śmierci... 
Czy prędzej nadejdzie uśmiech czy poranna krwawa rzeź...
myslovitz-blue velvet

piątek, 15 października 2010

sobota, 2 października 2010

Od dziś gardzę swoją osobą

Głupota.Głupota.Głupota. Tylko i wyłącznie.
Moja.
Czasem uderzam pięścią w stół, czasem patrzę spokojnie w niebo...
Nie potrafię dziś pisać.Nie potrafię dziś być szczęśliwa. Mimo wszystko. Mimo jego uśmiechu czuję, że duszy wcale do śmiechu nie jest. Nieból-ból.